Witam w Chabaziewie

Witam w Chabaziewie
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nalewki-wina. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nalewki-wina. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 10 lipca 2017

Miętowo

Tym razem postanowiłam zabrać się za miętę. A ponieważ jest ci u mnie tego ziela pod dostatkiem więc problemu nie ma a na dodatek jeszcze nie było u mnie aż tak miętowo.

Moje miętowisko jest dość nietypowe:

rośnie sobie  na dziko w towarzystwie kwiatów albo też odwrotnie, kwiaty w jej towarzystwie. Widać, że nie wchodzą sobie w drogę bo pięknie kwitną i z roku na rok rozrastają się i jest ich coraz więcej.
W innym miejscu posadziłam jeszcze miętę czekoladową również w towarzystwie kwiatów ( groszek pachnący i macierzanka );

ma smak lekko czekoladowy a ta kombinacja wyjątkowo mnie zachwyca  np pastylki miętowe w czekoladzie czy lody miętowe z drobinkami czekolady.

Powszechnie wiadomo, że w medycynie ludowej mięta była stosowana w bólach żołądka, zaburzeniach trawienia a także w kolkach jelitowych. Wiele się nie zmieniło i obecnie ze względu na właściwości rozkurczowe jest również stosowana przy tego typu dolegliwościach.

Co roku suszę miętę i już nie raz udało mi się poratować potrzebujących, a jak wiadomo na wsi wszystko się przydać może i nie wiadomo kiedy, komu i na co.

Tym razem postanowiłam wzbogacić swoją ofertę miętową a mianowicie robię syrop miętowy.

Potrzeba ;
- 1l wody,
- 25 dkg cukru,
to zagotowujemy i do wrzątku wrzucamy
- ok 15 łodyg mięty, u mnie tyle:

więcej na pewno nie zaszkodzi.
Po ok 24 godz.przecedzamy, dodajemy sok z 1 cytryny, zagotowujemy i wrzące wlewamy do butelek. Zakręcamy i nie pasteryzujemy.

Syrop wyśmienicie smakuje dodany do napojów chłodzących, lodów jak kto lubi, herbatki itp.

W podobny sposób wykorzystam miętę do likieru miętowego.
Czyli robię syrop:

tylko wg innych proporcji; 60 dkg cukru i 1/2 l wody dodaję miętę i czekam do dnia następnego. Dodaję sok z 1 cytryny i jeszcze raz podgrzewam.  Przecedzam i do jeszcze ciepłego syropu wlewam spirytus i przelewam do butelek.

A to efekt końcowy :

Mała buteleczka to syrop a duże to likiery do których dodała jeszcze po gałązce mięty czekoladowej dla wzmocnienia efektu. Teraz pora na dojrzewanie, ale raczej nie za długie.


I jeszcze z ostatniej chwili. Będąc po mleka na ser miałam okazję skosztować kompotu z dodatkiem mięty. Bardzo fajny, orzeźwiający i na pewno też będę tak robić.


W medycynie ludowej liście mięty pieprzowej oraz olejek miętowy stosowało się w bólach żołądka, zaburzeniach trawienia, jak nudności, niestrawność, a także w kolkach jelitowych. Obecnie liście mięty pieprzowej w postaci herbaty, nalewki, olejku i wyciągu są stosowane w dolegliwościach, takich jak skurcze górnego odcinka przewodu pokarmowego i dróg żółciowych, gdyż wykazują działanie rozkurczowe i obniżają napięcie mięśni gładkich.

http://www.poradnikzdrowie.pl/zdrowie/medycyna-niekonwencjonalna/mieta-pieprzowa-zastosowanie-i-dzialanie-miety-pieprzowej_39832.html
W medycynie ludowej liście mięty pieprzowej oraz olejek miętowy stosowało się w bólach żołądka, zaburzeniach trawienia, jak nudności, niestrawność, a także w kolkach jelitowych. Obecnie liście mięty pieprzowej w postaci herbaty, nalewki, olejku i wyciągu są stosowane w dolegliwościach, takich jak skurcze górnego odcinka przewodu pokarmowego i dróg żółciowych, gdyż wykazują działanie rozkurczowe i obniżają napięcie mięśni gładkich.

http://www.poradnikzdrowie.pl/zdrowie/medycyna-niekonwencjonalna/mieta-pieprzowa-zastosowanie-i-dzialanie-miety-pieprzowej_39832.html
W medycynie ludowej liście mięty pieprzowej oraz olejek miętowy stosowało się w bólach żołądka, zaburzeniach trawienia, jak nudności, niestrawność, a także w kolkach jelitowych. Obecnie liście mięty pieprzowej w postaci herbaty, nalewki, olejku i wyciągu są stosowane w dolegliwościach, takich jak skurcze górnego odcinka przewodu pokarmowego i dróg żółciowych, gdyż wykazują działanie rozkurczowe i obniżają napięcie mięśni gładkich.

http://www.poradnikzdrowie.pl/zdrowie/medycyna-niekonwencjonalna/mieta-pieprzowa-zastosowanie-i-dzialanie-miety-pieprzowej_39832.html


niedziela, 18 czerwca 2017

Tuti - fruti

Nadszedł czas na rozpoczęcie wykorzystywania tego co sezonowe.
A na tą chwilę pojawiły się truskawki, co prawda jeszcze troszkę za drogie na masowe przetwory ale do bieżącego użycia jak najbardziej.
Kaszka manna z truskawkami. palce lizać albo nawet same truskawki ze śmietaną.
A ja postanowiłam zabrać się za nalewkę, dawno takiej nie robiła. Będzie to ratafia tuti fruti. Taka co za każdym razem wychodzi inna. Właściwie przepisów można znaleźć mnóstwo zarówno w literaturze jak i internecie, ale ja osobiście wolę tak: do słoja wsypuję po kolei owoce w miarę dojrzewania. Ilość dowolna a większe owoce kroję na mniejsze części. Każdą porcję zasypuję 2 - łyżkami cukru i zalewam alkoholem, procenty do wyboru. Alkohol powinien za każdym razem przykryć owoce. Ja będę wrzucać kolejne owoce przez 2 - 3 miesiące. Na koniec można ewentualnie dosłodzić jeżeli zajdzie taka potrzeba smakowa. Planuję we wrześniu już mieć komplet i pozostawić na dojrzewanie. A po ok 2 miesiącach będzie filtrowanie.
Na chwilę obecną wygląda ona tak:

czyli, truskawki zasypane cukrem i alkoholem.

Jak już mowa o przetworach, to na bieżące użycie ukisiłam kapustę ( 2,5 kg kapusty / 3 dkg soli ) i ogórki.

A w weekend przybyli goście i to nie tylko do nas ale także Niuńka nawiedziła blondynka . I były tańce, hulanki, swawole i przymilania :


a potem, o tak to wyglądało:




A co w ogródku?
Kwitnie naparstnica, w tym roku dość okazale. Posadziłam ją w roku ubiegłym i teraz się super rozkrzewiła. Rośnie sobie w półcienistym miejscu i wydaje się, że jest jej tutaj dobrze.



sobota, 28 stycznia 2017

Chabaziowe czasopochłaniacze

Minęły dwutygodniowe wspaniałe wczasy na wsi w moim Chabaziewie.( Jakie były cyrki z dotarciem pisałam poprzednio.) Jaki tam był spokój, cisza, od czasu do czasu coś przebiegło za płotem albo przyszły na kolację kociaki sąsiadki. Oczywiście po kryjomu aby Niuniek się nie zoriętował. Nie potrzeba Alp, Tatr tudzież innych pięknych widoków bo u nas jest najpiękniej. I to o każdej porze roku.
To ostatni spacer z Niuńkiem:


piękne błękitne niebo, słoneczko ładuje pozytywną energię, bielutki niczym nie zanieczyszczony śnieg.
Piękna panorama ale na horyzoncie w stronę Rzeszowa jakieś dziwne to niebo, takie jakby przydymione, po raz pierwszy na własne oczy ukazał mi się smog w całej okazałości. Nie powiem aby to był przyjemny widok a na dodatek mamy się tam udać. No ale cóż zrobić?

A co ja oprócz upajania się bytnością w Chabaziewie porabiałam?
Aby się zbytnio nie nudzić, no co ja piszę, przecież ja nigdy się nie nudzę i nie cierpię bezczynności. W związku z tym i tutaj cały czas coś kombinowałam. O gotowaniu nie będę pisać, bo wiadomo, że trzeba męża wyżywić zwłaszcza, że wszystkie potrawy gotowane na kuchni kaflowej są jakby pyszniejsze. Zwłaszcza bigos kilka dni gotowany. Palce lizać!!!


Zresztą nie tylko gotowanie na wsi jest szczególne ale udają mi się również wspaniałe nalewki. Późną jesienią oberwałam pigwę i z niej nastawiłam pigwówkę.
Jeszcze w grudniu zasypałam kilogramem cukru kilogram pokrojonej pigwy. Stała sobie miesiąc, czyli do naszego przyjazdu. Odcedziłam sok a owoce zalałam 1 litrem spirytusu akurat na czas naszego pobytu.




Przed wyjazdem odcedziłam i połączyłam oba płyny i teraz będzie sobie dojrzewać co najmniej rok.
Taka nalewka oprócz walorów smakowych jest wspaniała na jakiekolwiek przejawy przeziębienia.
Pigwa, często zwana polską cytryną zawiera dużo witaminy C i innych witamin i minerałów więc sama w sobie w tym okresie powinna być stałym składnikiem diety. Obojętne pod jaką postacią.😉

W lecie uprawiałam stewię, którą ścięłam jesienią, niestety w naszych warunkach nie zimuje. Co roku kupuję krzaczek lub dwa i hoduję przez całe lato. W międzyczasie w miarę potrzeb obrywam listki do słodzenia. Bo stewię stosuje się zamiast cukru. Nie jest kaloryczna ale za to jest kilkadziesiąt razy słodsza od cukru. Po ścięciu wysuszyłam całe gałązki i teraz po raz pierwszy spróbowałam zrobić z nich syrop.
No i jest syrop ze stewii ;




A jak zrobiłam? Prościuteńko; oberwałam listki ,wrzuciłam do garnka i zalałam litrem wody. Gotowanie około 10-15 min i gotowe po przecedzeniu przez sitko. Chyba jeszcze profilaktycznie dwie buteleczki na wszelki wypadek zapasteryzuję.
Wypróbowałam do słodzenia i jest fantastyczny. Kolor może nie jest powalający ale świadomość, że zero kalorii niweluje wszystkie ewentualne niedoskonałości. W tym roku zrobię taki syrop ale z zielonych, świeżych listków, kolor powinien być jaśniejszy. Choć mi on nie przeszkadza.

Od dawna miałam ochotę zrobić mydło, no i teraz mając wystarczająco dużo czasu ciepłą kuchnię aż grzech było by nie wykorzystać tego.
Nie jest to mydło całkowicie mojej produkcji, bo kupiłam w internecie masę wazelinową i to ona jest podstawą mojego mydła. Kiedyś na pewno zajmę się produkcją od A do Z ale pomysł musi dojrzeć.
Do moich mydełek użyłam olejku lawendowego i zebranej w lecie lawendy, której zapach uwielbiam. To jest jedna odsłona mydełka, a druga to mydełko różane, czyli dodany olejek różany i barwnik spożywczy:

to są właśnie przepięknie, latem pachnące moje mydełka.
Surowcem leczniczym są również nasiona pigwy. Macerat lub napar z nasion pigwy złagodzi niestrawności, a także pomoże pozbyć się zgagi i refluksu. Są zalecane również przy nadmiernej fermentacji jelitowej i stanach zapalnych przewodu pokarmowego, nieżycie żołądka i jelit, uszkodzeniach śluzówki żołądka.
Zarówno owoce, jak i nasiona pobudzają trawienie oraz wpierają przemianę materii, dlatego często polecane są jako suplement diety odchudzającej. Wzmacniają również wątrobę, dlatego mogą je spożywać osoby zażywające leki.
Z kolei pestki pigwy, które również mają wiele właściwości zdrowotnych (w tradycyjnej medycynie ludowej to lek na poprawę apetytu), można przygotować nalewkę zwaną pestkówką lub wyciąg z nich dodać do herbaty.


http://www.poradnikzdrowie.pl/zywienie/co-jesz/pigwa-nie-tylko-na-przeziebienie-wlasciwosci-lecznicze-pigwy_42012.html

Surowcem leczniczym są również nasiona pigwy. Macerat lub napar z nasion pigwy złagodzi niestrawności, a także pomoże pozbyć się zgagi i refluksu. Są zalecane również przy nadmiernej fermentacji jelitowej i stanach zapalnych przewodu pokarmowego, nieżycie żołądka i jelit, uszkodzeniach śluzówki żołądka.
Zarówno owoce, jak i nasiona pobudzają trawienie oraz wpierają przemianę materii, dlatego często polecane są jako suplement diety odchudzającej. Wzmacniają również wątrobę, dlatego mogą je spożywać osoby zażywające leki.
Z kolei pestki pigwy, które również mają wiele właściwości zdrowotnych (w tradycyjnej medycynie ludowej to lek na poprawę apetytu), można przygotować nalewkę zwaną pestkówką lub wyciąg z nich dodać do herbaty.


http://www.poradnikzdrowie.pl/zywienie/co-jesz/pigwa-nie-tylko-na-przeziebienie-wlasciwosci-lecznicze-pigwy_42012.html
A wieczorami, oczywiście przemieniałam się w genealożkę, od czego, stwierdzam,  jestem uzależniona. Przeczytałam kolejną książkę pt. Henryk VIII tym razem Georga Bidwella. No a w chwilach oglądania jakiegoś filmu, głównie Ranczo oczywiście dziergałam:

Wymyśliłam sobie nową dekorację w altanie i aby zdążyć na sezon, czyli lato już teraz zaczęłam wprowadzać w czyn mój zamysł. Są to wydziergane, dwustronne poszewki na poduszki do siedzenia. Kolejnym dziełem będzie koc / pled do zarzucenia na olbrzymi fotel. Tak, że zapewniłam sobie pracę w chabaziowe zimowo - wiosenne wieczory.

I na koniec....................
Kończy się karnawał więc warto powiedzieć jeszcze kilka słów w tym temacie.
Wiele jest tłumaczeń pochodzenia słowa karnawał, począwszy od ; połykać mięso albo z mięsa się oczyszczać, albo mięso żegnaj, jak dla mnie to trochę się zaprzeczają. Ale chyba najfajniejsze jest polskie pochodzenie słowa - od; nawału kar ,które przyniesie post jako konieczność odpokutowania grzechów.
W Polsce niezwykle wesoło obchodzono ten czas, o czym świadczy m.in. opinia jaką w XVI wieku przedstawił sułtanowi Sulejmanowi po pobycie w Polsce w tym okresie, jego poseł:
w pewnej porze roku chrześcijanie dostają warjacji i dopiero jakiś proch sypany im w kościele na głowy leczy takową. 
A jestem taka mądra bo zdobyłam fantastyczną książkę Hanny Szymanderskiej pt. Polskie tradycje świąteczne. Uwielbiam, jak już niejednokrotnie pisałam historię ze szczególnym uwzględnieniem polskiej a zwłaszcza wszystkiego co mieści się w słowie TRADYCJA.


piątek, 1 lipca 2016

Maliny

Chyba nie ma osoby, która by ich nie kosztowała pod jaką bądź postacią. Ale nie ma to jak zebrać je prosto z krzaczka w słoneczną pogodę. Chyba nie ma nic pyszniejszego.
I dopóki są cieszmy się nimi. W roku ubiegłym tych jesiennych u mnie nie było ze względu na suszę, w tym roku jek do tej pory jest jeszcze gorzej z tą pogodą.

Teraz susza przyszła zdecydowanie wcześniej.
Być może jest to zjawisko lokalne, ale w okolicach Chabaziewa deszczy jest jak na lekarstwo a właściwie wcale a burze przechodzą gdzieś bokiem. Jakie było moje zdziwienie gdy na drzewach owocowych nie dopatrzyłam się owoców. Dotyczy to przede wszystkim wiśni, ani jednej na drzewie ani pod drzewem. Przypuszczam, że to wina tej suchej pogody. Jeszcze nigdy taka sytuacja nie miała miejsca. W roku ubiegłym wiśni miałam bardzo dużo, wystarczyło dla mnie i jeszcze dzieliłam się nimi z rodziną . Podobnie, choć ciut lepiej jest z czereśniami. Gdzie nie gdzie wisi jakaś czereśnia, ale jest ich tak mało, że nie będzie w tym roku żadnych przetworów.

Ale wracając do malin.



Owoce te sprawdzają się przy przeziębieniach, anginie, infekcjach bakteryjnych i wirusowych . Zawierają kwas salicylowy dzięki czemu zwalczają goraczkę. Mają związki, które posiadają właściwości antyoksydacyjne czyli zapobiegają rozwojowi chorób nowotworowych i chorób krążenia. Maliny wzmacniają układ odpornościowy, pomagają w oczyszczaniu organizmu, zwalczaniu niestrawności i biegunek.  
Więc korzystajmy z tego dobrodziejstwa.

Mam kilka krzaczków, które w zupełności wystarczają do moich bieżących potrzeb.
1.Podstawowym wyrobem malinowym jest sok malinowy, który doskonale pasuje do jesienno - zimowych herbatek. Ponieważ maliny sukcesywnie zbieram w miarę dojrzewania mój sok jest robiony na tzw. sposób babciny. Czyli wsypuję i dosypuję maliny do słoja i zasypuję cukrem. Wylot przykrywam gazą / ściereczką i ustawiam na ciepłej werandzie. Po kilku dniach zlewam sok zagotowuję i goracy przelewam do butelek.     

2. W tym roku postanowiłam zrobić nalewkę malinową. Wśród wielu przepisów zaciekawił mnie ten, zwłaszcza te pestki. Może być ciekawy smak ale na degustację trzeba poczekać. Z nalewkami jest tak, że im dłużej tym lepiej.

- 1 kg malin
- 0,5 kg cukru
- 1 litr spirytusu 60% ( do spirytusu dplać wody )
- gożdziki i roztłuczone pestki śliwkowe, po kilka sztuk.

W słoju maliny zasypałam cukrem i odstawiłam na 1-2 dni aby puściły sok. Zalałam spirytusem i dodałam goździki i pestki. Odstawiłam w ciemnym pomieszczeniu na 2 tygodnie. Od czasu do czasu potrząsając słojem. Po tym czasie przecedzamy i przelewamy do butelek. I należy wytrzymać chociaż 1 miesiąc, najlepiej o niej zapomnieć.

Etap puszczania soku ( nalewka i sok ), słoje wygrzewają się na słoneczku w towarzystwie lawendy i jeszcze małych nasturcji:



3. Od pewnego czasu sama przygotowuję domowy jogurt z różnymi owocami a z mlinami jest wyjątkowy.

- 1 litr mleka
- szklama jogurtu naturalnego
- 0,5 kg malin

Mleko pasteryzowane podgrzewamy powoli do ok 40 stopni. Dodajemy jogurt, mieszamy, przelewamy do słoika, zamykamy i odstawiamy na 2 dni w ciepłe miejsce.
Gotowy jogurt schładzamy, dosładzamy i mieszamy lub miksujemy z owocami, malinami.

4. No i niemożliwe jest aby nie połasuchować sobie na słodko. Ponieważ pieczenie zazwyczaj mi nie wychodzi, więc zamiast, preferuję różnego rodzaju placki, placuszki, omlety, naleśniki itp.
Ponieważ zawsze coś poszukuję tym razem znalazłam i wypróbowałam przepis na placuszki z malinami 

 - 30 dkg malin
- 3 jajka
- 5 dkg cukru
- 125 g mąki pszennej
- 2 łyżeczki cukru waniliowego
- 1 szklanka mleka
- 3 łyżki masła

Z białek ubić pianę, pod koniec ubijania dodać cukier i cukier waniliowy. Żółtka wymieszać z mlekiem, roztopionym masłem i mąką. Delikatnie połączyć z pianą z białek i malinami. Smażyć na gorącym oleju, przed podaniem można posypać cukrem pudrem.

i smacznego:



a to mój uroczy, wiejski trochę zarośnięty maliniak:



niedziela, 5 czerwca 2016

Dziki bez - kwiaty i tornado bis

I tak jak przypuszczałam, w ten weekend było w Chabaziewie tornado bis. Jak ono wygląda o tym szerzej w poprzednim poście. Większej różnicy nie zauważyłam. Tym razem było to w wykonaniu wnuczek mojej siostry, Nikoli i Roksany. Co prawda są one młodsze od moich ale nie mniej zdolne i zaradne. I tym sposobem znów do Chabaziewa zawitała młodość, krzyki i zabawa.
Również były miłe pogawędki, degustacje i wspomnienia w towarzystwie mojej siostry, z którą niestety nie często się widuję. Od kilku lat mieszka w Anglii. Ale za to spotkania są bardziej wzruszające, intensywne i ogólnie mówiąc super.

 I w tym pięknym czasie właśnie pięknie kwitnie bez . A ponieważ jest piękna słoneczna pogoda więc jest bogaty w pyłek, który jest niezbędny do wrobów. A są to głównie wyroby procentowe.




Wiadomo, że jest on dobry na nerwice, stany zapalne żoładka, biegunkę, nerwobóle i jeszcze pewnie długo by wyliczać. Wspomnę jeszcze, że wspomaga leczenie astmy, kataru, gorączki, reumatyzmu, zapalenia oskrzeli. I chociażby już to jest powodem by nie przegapić jego kwitnienia i zabrać się do roboty.  
A ta robota jest przyjemna nie wspominając o degustacji.

1. Przepyszne, delikatne wino, lekko musujące. Specjalistą w produkcji win jest mój mąż. Odbywa się to tak, że ja znajduję jakiś ciekawy przepis, najlepiej co roku inny - nowy  i mój mąż przystępuje do pracy.

- zbieramy 90 baldachów ( kwiatów ) koniecznie w słoneczny, suchy dzień,
- 12 cytryn,
- drożdże winne, pożywka
- cukier,
- 40 litrowa butla

Baldachy wkładamy do garnka, myjemy cytryny, kroimy w talarki i dokładamy do kwiatów. Zalewamy gorącym syropem ( w 3 litrach wody rozpuszczamy 1 kg. cukru ), mieszamy. I tak maceruje się 3 dni. Uwaga na muszki - my sobie radzimy okrywając macerat gazą. Kilka razy dziennie należy mieszać. Po tym czasie odciskamy sok , który wlewamy do butli. Równocześnie dodajemy drożdże ( przygotowujemy wg instrukcji ) i dodajemy wodę z rozpuszczonym cukrem.  Woda zawsze musi być przegotowana i wystudzona a cukier zawsze rozpuszczony w wodzie przed dodaniem do butli. Cukier mąż dodaje partiami a jego ilość zależy od tego jak mocne i jak słodkie ma być wino. Przeważnie jest to około 10 kg. cukru.
Jak fermentacja się uspokoi, ściągamy wino do drugiej butli, garnków, pojemników itp. Po zlaniu wylewamy osad, myjemy butlę i z powrotem wino do niej wlewamy. I możemy tak przechowywać lub zlać po około pół roku do butelek. Ja staram się zawsze zdążyć z tą czynnością przed pojawieniem się nowych owoców w roku następnym.

Natomiast moja specjalność to nalewki. Co roku z czymś ekseprymentuję i podobnie jak z winami, staram się zrobić coś nowego i intrygującego zgodnie z kalendarzem dojrzewania owoców.

2. Przepis na nalewkę z dzikiego bzu jest zbliżony do w/w.
I tak potrzebne jest;
- 50 baldachów kwiatów czarnego bzu, zasady jak powyżej,
- 2 cytryny,
- 3 limonki,
- 70 dkg cukru, litr wody,
- łyżeczka korzenia arcydzięgla,
- 1 litr spirytusu.

Gotujemy syrop, studzimy.Cytryny myjemy, kroimy w plasterki, wyciągamy pestki. Do słoja wkładamy kwiaty, przekładamy je plasterkami cytryny, zalewamy syropem i przykrywamy płótnem. Pozostawiamy w słonecznym miejscu na 10 dni. Co jakiś czas mieszamy drewnianą łyżką. Przecadzamy przez gęste sito ( gazę ) i sok łączymy ze spirytusem i dodajemy sok z limonek i arcydzięgiel. Odstawiamy na 4 tygodnie i co kilka dni wstrząsamy słojem ( szczelnie zamkniętym ). Po tym czasie pozostawiamy nalewkę do sklarowania, po czym zlewamy znad osadu i odstawiamy aby trunek dojrzał.

3. W tym roku po raz pierwszy zabrałam się za syrop.
- 40 baladachów kwiatów dzikiego bzu,
- 4 duże cytryny,
- 2 kg cukru,
- 1,5 litra wody

Gotujemy syrop. W tym czasie obcinamy nożycami kwiaty ( jak najmniej zielonego ), myjemy cytryny, wyciskamy sok a skórki kroimy. Goracy syropem zalewamy kwiaty, skórki i sok. Pozostawiamy na 2 dni, od czasu do czasu mieszamy. Po tym czasie przecedzamy , zlewamy do butelek i pasteryzujemy.

I korzystamy z dobroczynnych właściwości.

a to efekty końcowe; nalewka i sok a wino bulgocze w butli i raczej nie wygląda na tym etape ciekawie: