Witam w Chabaziewie

Witam w Chabaziewie
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zwierzaki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zwierzaki. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 12 sierpnia 2018

Elewacja, kołnierzyki...

To był bardzo pracowity tydzień a do tego upalny.

Prace nad zewnętrzną elewacją posunęły się do przodu ale zostały na tą chwilę wstrzymane, bo mąż odmówił chwilowo współpracy. Co prawda mieliśmy fachowca, ale mąż był tzw chłopcem na posyłki; podaj, przynieś, przytnij itd. A temperatura w samo południe w słońcu 40 albo lepiej stopni, no i mi się chłop przegrzał. Teraz dochodzi do siebie po tym szoku termicznym i za niedługo będzie kontynuacja.

Na tą chwilę tak wygląda mój domeczek:  z przodu


z boku:





Najważniejsze w tym wszystkim są te brązowe listy bo do nich będą przykręcane listewki i będzie taki sobie płotek, pomysł mój własny.

Najważniejsza jednak praca skupiła się nad zabezpieczeniem poddasza i wypędzeniem tego co tam buszowało. Zakupiłam dźwiękowy odstraszacz kun tudzież innych gryzoni a fachowiec zabił deskami wszystkie szpary pomiędzy dachem a ścianami. No i wreszcie nic mi nie lata nad głową i jest cisza. I niech tak pozostanie.

A ja cały tydzień maluję te deski na płotek i końca nie widać.

Za to wieczorkami oczywiście szydełkuje a tym razem napadło mnie na kołnierzyki. Super szybko się robi, kolory się zmienia i jest tego już prawie 5 sztuk.


Tak mi się ta robota spodobała, że poszłam w hurt. Firanka chwilowo poszła w odstawkę.
Tak prawdę powiedziawszy myślę trochę już o prezentach świątecznych, aby później nie dostać zadyszki.

Na wakacje został nam podrzucony na przechowanie ;; wnuczek ;; Kudi:


z moim Niuńkiem: 



i w kąpieli:







środa, 18 października 2017

Jak pies z kotem

Ale nie w potocznym znaczeniu ale w takim:





całkiem zgodne współzamieszkiwanie.
Właśnie cały ubiegły tydzień przebywałam u córki i wnuczek  i upajałam się w wolnych chwilach zabawnymi widokami. A to jeden z nich. Kudi jest szalony, w moim mniemaniu to zakrawa na psie ADHD. Tak, że właściwie nic dziwnego, że u mnie na wakacjach tylko patrzył aby czmychnąć. Bo tutaj robi to samo. Pomimo solidnego ogrodzenie wzmocnionego na dole dodatkowo siatką i tak udało mu się wygryść dziurkę. A ponieważ jest dość miernych rozmiarów, więc żaden problem przecisnąć się i odwiedzić pieski po sąsiedzku.

A w domu, jak już wcześniej pisałam http://kocham-wies.blogspot.com/2015/11/nadal-jestem-w-odwiedzinach-u-corki-i.html pomieszkują dwa śliczne kocurki. Tak, że Kudi od czasu do czasu usiłuje, no właściwie nie wiem co usiłuje, chyba je w jakiś sposób skłonić do zabawy?

Zaczyna szczekać, ale raczej na odległość;


kocurek unosi łapkę jak do nokautu, ale nigdy nie zaatakował, tak jakby ostrzegał , Kudi również za bardzo się nie spoufala. Taki swego rodzaju wzajemny szacunek.



To Puszek jest tym odważniejszym kocurkiem i nie hańbi się ucieczką tylko dzielnie broni kociego honoru. Garfild z kolei woli zejść z drogi i nie pozwala sobie na zbytną konfrontację.

A co poza wolnymi chwilami? To co zawsze, czyli musiałam nacieszyć się obecnością przede wszystkim wnuczek i troszkę, jak zwykle podogadzać kulinarnie. A co najważniejsze naładować akumulatory na okres 2 miesięcy, bo kolejne spotkanie dopiero na Święta w Rzeszowie.


 

niedziela, 1 października 2017

Koniec lata

Tak sobie myślę, że w tym roku jakoś to lato szybciej się skończyło, szybciej minęło czy to wina szybciej mijającego czasu?? Czasami mam takie wrażenie, tyle do zrobienia a tu nie ma kiedy. Dni szybko mijają a wieczorki to obowiązkowo szydełko i coś fajnego do oglądania a za chwilę już noc. No i kiedy zrobiło się tak późno??? A przecież emerytura to podobno więcej czasu. No u mnie jakoś to inaczej się dzieje. Na wszystko brak mi go. To chyba przez te moje pomysły tzw. pochłaniacze czasu a co rusz coś przybywa.

Teraz np. zakochałam się w chustach a ponieważ idzie nieuchronnie jesień i zima więc na ten czas parasolki, firanki i obrusy poszły na bok i chwilowo zamieniłam szydełko na druty i coś takiego popełniłam wieczorową porą;

jest to olbrzymi chusto - szal o wdzięcznej nazwie Arabella, składający się z 12 trójkątów. Jeszcze brakuje jednego- czerwonego i będzie skończony. Teraz kombinuję jaką tu wykombinować czapkę. Ale na pewno znajdę coś nietuzinkowego, już nawet mam coś na oku. I to jest kolejne wyzwanie a w kolejce czekają następne. To dzierganie to jest jak narkotyk ciągle musisz i ciągle mało.

W międzyczasie pomiędzy trójkątami znalazłam czas na buraczki. Przecież teraz sezon burakowy więc oprócz przepysznych barszczyków na zmianę z zupą dyniową http://kocham-wies.blogspot.com/2016/09/dynia-i-nie-tylko.html  zabrałam się za ich marynowanie: http://kocham-wies.blogspot.com/2016/10/i-na-koniec-buraki.html , To te najmniejsze nadają się do tego wyśmienicie. A na dodatek pozostała po buraczkach w słoikach zalewa nadaje się wyśmienicie do barszczyku zamiast kupnego koncentratu. To takie 2 w 1.

Urwis Kudi powrócił na łono bliższej rodziny


 czyli do wnuczek a ja wreszcie zabiorę się z porządkowanie ogrodu. Wcześniej niestety nie było to możliwe bo psiaczek odkrył, że może zwiedzać okolicę razem z pieskiem sąsiadki. I tylko czekał na moją nieuwagę. I stało się, udało mu się mi uciec. Jak raz to zrobił tak mu się to spodobało, że nie było szansy aby nad nim zapanować. Turystyka mu się spodobała i kolega również..I właśnie pewnego pięknego dnia wybrał się z kolegą zwiedzać pobliskie pola i knieje. Na moje wrzaski i dziwne ruchy raczył nie zważać. No i wolność się skończyła. Za nic w świecie nie chciałam powtórki i panicznego strachu.... co ja powiem Klarze jak Kudi zginie. Przeżycie jedyne w swoim rodzaju i nie należy do moich ulubionych.

A na ogródku koszmarnie, chabazie, przekwitłe kwiaty i mnóstwo roboty mnie czeka.
Ale zawsze jest coś miłego, zakwitła wreszcie taka dalia:

pewnie jej żywot nie będzie długi bo straszą przymrozkami, ale dobrze choć na chwilę jeszcze oko pocieszyć.


niedziela, 10 września 2017

Drugie wędzenie ale nie tylko

No to poszliśmy za falą, czyli kolejne testowanie i zbieranie doświadczenia w wędzarniczej sztuce. Tym razem postawiliśmy na skrzydełka. Procedura podobna do ćwiartek ale....
nie ma parzenia pierwszego tylko od razu moczenie w solance, ale słabszej ( 5 dkg soli / 1 l wody ) moczenie przez noc ( 12 godzin ), suszenie i wędzenie. Wędziliśmy razem z ćwiartkami, tak dobrze poszło poprzednio, że trzeba było powtórzyć, tylko pół godziny krócej.
I takie sobie wyszły po wyjęciu z wędzarni

i teraz dopiero było parzenie, jak przy ćwiartkach http://kocham-wies.blogspot.com/2017/09/pierwsze-wedzenie.html

Na tym nie koniec. Pokusiliśmy się spróbować uwędzić białą, surową kiełbasę, tak na próbę i oczywiście dla zdobycia bezcennego doświadczenia. Uwędziła się fajnie ale niestety do prawdziwej kiełbasy swojskiej jej daleko. Ale chcieliśmy sprawdzić jak w końcu wygląda to wędzenie, bo studiując przepisy ma się jeszcze większy mętlik w głowie niż przed. Tak, że był to eksperyment na żywym organiźmie i już wiemy, że nie potrzeba walczyć z wędzeniem i suszeniem kilka dni a wszystko da się zamknąć w ciągu jednego.
I nasza biała - wędzona kiełbaska;

wisi sobie i pachnie w kuchni.

Ale na tym nie koniec, eksperymentów kulinarnych było więcej, a jeden nawet wybuchowy, myślę tutaj o kwasie chlebowym. Co prawda późno zabraliśmy się za niego, bo powinien gasić pragnienie w upalne dni lata, no ale przynajmniej zdobyta wiedza na przyszłość się przyda.

Zakupiłam bochenek razowego chleba, przyznam się że nie było to łatwe, ale dałam radę. Pokroiłam na kromki i przypiekłam w piekarniku ( niektóre nawet dość znacznie ). Po upieczeniu było tego 0,5 kg.
Zagotowała 5 litrów wody i wrzątkiem zalałam chleb w kamionce. Postawiłam w ciepłym miejscu, na słoneczku, i tak się moczył się 24 godziny. Po tym czasie przecedziłam i odcisnęłam przez gazę chleb.

I dalej, bierzemy 4 dkg świeżych drożdży, rozkruszamy do miseczki dodajemy łyżeczkę cukru i odrobinę ciepłej wody. Mieszamy i odstawiamy na 10 min. W międzyczasie rozpuszczamy 15 dkg cukru w gorącej wodzie. Wszystko wlewamy do kwasu, mieszamy i przelewamy do butelek. Przechowujemy w chłodnym miejscu i po 3 - 4 dniach możemy zabrać się do degustacji. Ale tutaj należy zachować szczególne środki ostrożności, można powiedzieć, że jest to mieszanka wybuchowa😉. U mnie tak to wyglądało:

a potem lejeczek i z powrotem do butelki.


Do butelki wrzuciłam rodzynki, można też dodać więcej cukru jak kto woli. Ja np wlewam troszkę soku malinowego do szklaneczki  i jest super.

A jeśli chodzi o kwas chlebowy, to poza tym że gasił wyśmienicie pragnienie naszym antenatom, nam również powinien, ma on wiele prozdrowotnych właściwości m.in reguluje trawienie, wzmacnia odporność, oczyszcza organizm. Dawniej był napojem leczniczym, który po sutych szlacheckich imprezach łagodził wszelakie dolegliwości żołądkowe. Obecnie również można go stosować aby złagodzić nadkwasotę i wzdęcia.

No i jeszcze coś na później, czyli pomidory w zalewie. Oczytałam się na fb jakie to dobre więc nie była bym sobą gdybym nie wypróbowała. Tak na początek tylko 3 słoiki, jak się sprawdzi przejdziemy na masówkę.

Wszystko widać w słoikach:

czyli wkładamy pomidory ( podobno co niektórym nie pękają jak je nakłujemy, mi niestety popękały ), po 2 plasterki cebuli, gorczycę, troszkę pieprzu. Zalewa; 1 litr wody, łyżeczka cukru, łyżka soli. Taką zalewą zalewamy pomidory i pasteryzujemy ok 10 min.

Podobno zalewa jest wyśmienita na kaca, szkoda że kilka lat wcześniej tego nie wiedziałam 😊

Tak, że tydzień upłynął pod znakiem eksperymentowania, ale przynajmniej nie było nudno, coś się działo a to oczekiwanie co z tego wyniknie jest bezcenne.

Tak, że aż pieski się zmęczyły i padły zgodnie






Dawniej kwas chlebowy był także napojem leczniczym, gdyż łagodził dręczące szlachtę po sutych ucztach dolegliwości. Także obecnie kwas chlebowy można stosować, by zlikwidować nadkwasotę, wzdęcia i inne zaburzenia trawienia - zwłaszcza po zjedzeniu tłustych i ciężkostrawnych potraw. Właściwości zdrowotne kwasu chlebowego wynikają głównie z tego, że jest on probiotykiem, tzn. zawiera bakterie kwasu mlekowego, dzięki czemu wspomaga i reguluje mikroflorę jelitową, wspomaga trawienie oraz przemianę materii. W związku z tym, że dobrze działa na przemianę materii, można go włączyć do diety odchudzającej, tym bardziej, że ma także właściwości oczyszczające organizm.

http://www.poradnikzdrowie.pl/zywienie/co-jesz/kwas-chlebowy-wlasciwosci-zdrowotne-przepis-na-kwas-chlebowy_38444.html
Dawniej kwas chlebowy był także napojem leczniczym, gdyż łagodził dręczące szlachtę po sutych ucztach dolegliwości. Także obecnie kwas chlebowy można stosować, by zlikwidować nadkwasotę, wzdęcia i inne zaburzenia trawienia - zwłaszcza po zjedzeniu tłustych i ciężkostrawnych potraw. Właściwości zdrowotne kwasu chlebowego wynikają głównie z tego, że jest on probiotykiem, tzn. zawiera bakterie kwasu mlekowego, dzięki czemu wspomaga i reguluje mikroflorę jelitową, wspomaga trawienie oraz przemianę materii. W związku z tym, że dobrze działa na przemianę materii, można go włączyć do diety odchudzającej, tym bardziej, że ma także właściwości oczyszczające organizm.

http://www.poradnikzdrowie.pl/zywienie/co-jesz/kwas-chlebowy-wlasciwosci-zdrowotne-przepis-na-kwas-chlebowy_38444.html





niedziela, 27 sierpnia 2017

Grilowędzarnia z psiakami w tle


Koniec weekendu i święto. A mianowicie po czterech latach budowy mamy grillo-wędzarnię. Nic wcześniej nie wspominałam o tej budowli, bo po co się rozdrabniać. Czekałam cierpliwie na efekt, no i jest.
Cała ( no prawie cała ) została wybudowana przez mojego męża. Pomoc była tylko potrzebna przy zadaszeniu, ale i tak robił za pomocnika. Oto prawie skończone dzieło;.


To taka prawie kuchnia ogrodowa i jest przydłużeniem altany.



Nie mogło oczywiście zabraknąć olbrzymiego blatu na który zostaną jeszcze położone płytki. Ale nawet już wygląda ekstra.



I tak z perspektywy wejścia do altany. Muszę przyznać, że cały kompleks jest imponujący, zarówno wielkością jak i wyglądem. A na przyszły rok otoczenie odpowiednio zagospodaruję; kwiatuszki, bylinki i inne roślinki.


Oj będzie się działo tej jesieni, niech no tylko troszkę się ochłodzi. Wędzonki, szyneczki, serek, kiełbaski wszystko to będzie wędzone. Już nie mogę się doczekać.

A przede wszystkim wreszcie nastał porządek w altanie i jej otoczeniu,  poprzednie wysiłki spełzły na niczym, bo co to za sprzątanie jak obok budowa trwa?

Tym wszystkim pracom  porządkowym ze stoickim spokojem przyglądał się Niuniek a Kudi biegał za mną, taki wybrał sobie sposób na pomoc.

I tak minął tydzień od kiedy urzędujemy sobie w takiej komitywie:

Przyjaźń trwa w najlepsze.


Chyba smutno będzie jak Kudi wróci z wakacji, a wg ostatnich wieści nastąpić to może już w przyszły weekend.



 A Kudi uzewnętrznia kolejne upodobania. Tym razem ogrodnicze;

Lubi kwiatki i to nie tylko wąchać ale i koniecznie należy je spróbować. Tak, że kilka niższych pędów zostało nadgryzione lub zjedzone.

Jest poza tym niesamowitym żarłokiem, polubił nawet marchewkę i jabłko, byle tylko w pyszczku nie było pusto, nie wspomnę o suchym chlebie i biszkopcikach. A jedzenie najlepsze jest Niuńka, chociaż jego jest prawie takie samo. No ale widać, że u psiaków również sprawdza się powiedzenie, że cudze jest lepsze.




sobota, 19 sierpnia 2017

Bonusowy wnuczek

Tak, przybył nowy członek rodziny i właśnie odbyła się jego prezentacja. Bo, że jest wiadomo było już wcześniej ale ubiegłego, pięknego weekendu nawiedził nas osobiście z wnuczkami.

Oto on:

właśnie sobie odpoczywa po porannych psotach. A jest to cavallier Kudi. Mierzy sobie niewiele, ma 6 miesięcy, psoci i wszystko co napotka na drodze to nieprzyjaciel i należy to zdematerializować czyli zjeść. Właśnie wczoraj zjadł swojemu dziadkowi ( mężowi ) kabel do komputera. Tak, że z rana pierwszą czynnością było jego naprawienie. Jak już wcześniej wspominałam, mąż to taka złota rączka więc potrafił. I tym razem szybciutko, bez nadmiernego ociągania czy też przypominania. I udało się.
Tak, że kryzys został zażegnany, wszystkie kable zabezpieczone.

A Kudi nic sobie z tego nie robi, dalej śpi tylko zmienił boczek,


bo przecież jak by nie było zużył trochę energii więc musi siły zregenerować do dalszych psot.

Z naszym Niuńkiem przyjaźń została zawiązana i tak sobie kontrastowo wyglądają; w pozycji leżącej


a tutaj w pozycji siedzącej.

Tak podsumowując te kontrasty; chyba głowa Niuńka jest większa niż cały Kudi.


Niuniek też jest bezkonkurencyjny, całkowicie zaakceptował Kudiego. Dzisiejszy poranek rozpoczął się od radosnego przywitania psiaków. A było to tak, że Kudi z prędkością światła wpadł w euforii na śpiącego Niuńka, Niuniek w pozycji leżącej pomachał ogonem i z tej radości przygniótł Kudiego, bo zmienił swoją leżącą pozycje na bardziej boczną. Dobrze, że się temu przyglądałam , bo mogło się to dla Kudiego kiepsko skończyć. Na takie objawy radości muszę szczególnie uważać, bo Niuniek z delikatnością niewiele ma wspólnego 😍.
A takie pierwsze obserwacje, Kudi będzie bardzo mądrym psiakiem, jak tylko dopadnie jakąś kartkę to od razu próbuję ją pożreć, taki zachłanny na wiedzę.....

A teraz wnuczki pojechały kontynuować wakacyjne wojaże a wnuczek został u babci. I tak sobie pobędziemy ok 3 tygodnie.
Teraz już wiadomo, dlaczego nic nie udało mi się spłodzić przez dwa tygodnie, po prostu oswajałam sytuację. W tym moim spokojnym świecie nagle znów pojawiły się kochane wnuczki, wnuczek😉,  Beatka no i Michał był częstszym gościem. A ponieważ są to dość rzadkie sytuacje takiego skumulowanego szczęścia więc radowałam się, radowałam się .......................

niedziela, 6 sierpnia 2017

Disco i ogórki


A tak na początek, właśnie siostra mi podesłałą :




z komentarzem ; pamiętasz disco na poczcie? I wystarczyło... a było to dawno, dawno temu....
W latach 70 - tych XX w. właśnie w tym miejscu odbywały się wspaniałe dyskoteki a miało to miejsce w Rzeszowie. Oczywiście my, z całym towarzystwem tzw. paczką na nich imprezowałyśmy. A ten kawałek wpisuje się znakomicie w te czasy. Zresztą nie tylko kawałek ale ta moda, fryzury no i ta młodość taka beztroska. Tak, że łza w oku się zakręciła.....ach te czasy, dlaczego tak szybko minęły?.

Ale dość tego, przywołuję się do porządku, wracam na ziemię a dokładnie do Chabaziewa.
A jeszcze dokładniej do ogórków i to tych największych. Doskonale nadają się do słoiczków a ich nawa to ogórki w musztardzie. Robię je od lat i znikają w tempie turbo.

Ogórki obieramy, kroimy wzdłuż i usuwamy pestki.
Zalewa:
- 1 l wody,
- 250 ml octu,
- 30 dkg cukru,
- 2 łyżki soli
- kilka ziaren ziela angielskiego i liścia laurowego

Zagotowujemy zalewę, dodajemy ogórki i gotujemy ok 5 min.


Potem przekładamy do słoików i pasteryzujemy ok 10 min.

A poza tym upał, spiekota, suchota, deszczu nie widać a na termometrze przez większą część tygodnia około 35 st.C. Tak, że raczej niewiele się działo oprócz gorąca.
Ale w ten upał postanowiliśmy zrobić chociaż Niuńkowi frajdę.
Napełniona została balia wodą i odbyło się coroczne szorowanie psiaka. A potem ....harce, tarzania i różne figury:

i przejawy jego radości , szczęśliwości,

wdzięczności i ulgi.


niedziela, 30 lipca 2017

Sezon ogórkowy

Ale nie w tym potocznym znaczeniu, bo roboty co nie miara. Tym razem w ruch poszły właśnie ogórki i to na różne sposoby.
O tak można podsumować moje wyczyny:

a jest tutaj trzy rodzaje przetworów.
Najpierw został dokonany podział ogórków ze względu na wielkość. I w zależności od tej segregacji  zostały odpowiednio zakwalifikowane do rodzaju przetworu.

Duży słój to oczywiście kiszone ogóreczki do bieżącego spożycia wg receptury na opakowaniu gotowej mieszanki ziół i przypraw. Wychodzą zawsze super.
Podobnie wysiliłam się z korniszonami, gotowy zestaw przypraw + woda tylko tym razem z octem i cukrem ( 1 l wody, 150 ml octu, 2,8 dkg soli, 15 dkg cukru. ) Do tego użyłam tych o najmniejszych gabarytach.
Nawet woda po ogórkach się nie marnuje; z kiszonych powstaje zupa ogórkowa a po korniszonach jest wyśmienita do zakwaszenia mięska / sosu.

A trzeci zestaw ( ogórki średnie )  to nowość; ogórki po kozacku, taki znalazłam przepis na; przepisy-aleksandry. blogspot

Zalewa:
- 4 szklanki wody
-1 szklanka octu
-  niepełna szklanka cukru
- 3 niepełne łyżki soli, kamiennej niejodowanej
- 5 łyżek musztardy

Składniki na jeden słoik
- niepełna łyżeczka gorczycy
- 3 ziarenka ziela angielskiego
- 3 ząbki czosnku, przecięte na pół, obranego
- baldachy kopru (lepsze są suchsze)
- kilka plasterków  obranej marchewki
- ogórków, tyle ile wejdzie , całe lub pokrojone

Zagotować zalewę, do słoiczków powkładać wszystkie składniki, zalać zalewą. Pasteryzować ok 5 -10 min.

 No i pora na ogórki największe, które wykorzystałam do mizerii.


Zalewa
- 1 szklanka octu
- 1 szklanka wody
- 5 łyżek cukru
- 1 łyżeczka pieprzu
- 3 łyżki soli

Obrane ogórki poszatkować ( ok 5 kg ). Zagotować zalewę. Zalać ogórki i pozostawić na 4-5 godz, od czasu do czasu mieszając. Po tym czasie przełożyć do słoików i pasteryzować ok 5 - 10 min.

A co w trawie piszczy?

Lato w pełni i wszystko pięknie kwitnie.

a część już zdążyła nawet przekwitnąć, jak powojnik. Malwy jeszcze ładnie się prezentują ale już niedługo, prawdopodobnie zeżre je rdza z którą walczę bezskutecznie od kilku lat. Ale puki co cieszę się pięknymi widokami.
Lawendę też zdążyłam już poprzycinać i kwiaty suszą się w flakonach ;

aby w końcu wylądować w woreczkach zapachowych i przypominać o letnich dniach.

Niuniek również nie narzeka na sielskie klimaty i z chęcią wyleguje się na trawce i wygrzewa kosteczki;

Tak, że wszyscy mają swoje zajęcie zgodne z wypracowanym statusem w rodzinie.




niedziela, 16 lipca 2017

Różności

Tak sobie powoli upłynął tydzień. Raz słoneczko, raz deszcz a jeszcze kiedy indziej burza. A ja w zależności od pogody albo wśród kwiatków w ogrodzie albo na piętrze w moim centrum, jak ja to mówię, dowodzenia.

Co słychać w ogrodzie? Pełnia lata i paleta wszystkich barw, pnie się groszek pachnący, kwitnie nagietek, surfinia, pelargonie;

taki artystyczny nieład.
I z innej strony;


na pierwszym planie kwietnik - rower ( moja zdobycz ze złomowiska ) a dalej autorska dekoracja starej stodoły, odmalowane okno i stare drzwi z zamontowaną półką na kwiaty.

Teraz pora na podsumowanie mojego eksperymentu. No i niestety szczepiene róży: http://kocham-wies.blogspot.com/2017/06/moje-eksperymenty.html,
nie powiodło się. Tak to jest z eksperymentami, dzielą się na udane i nieudane i tutaj jest ten drugi przypadek. Ciekawe jak autorowi tego pomysłu to się udało????
A to moja doniczkowa hodowla ziemniaków: 😏


A jak pogoda nie dopisała, udało mi się skończyć moje najnowsze dzieło dziergane;

tak, to jest parasol. I ten parasol tak mnie zachwycił, że robię kolejny i już myślę o następnym. Oświadczam wszem i wobec, że coś mnie opętało na punkcie parasolek. Nie wiem jak długo to potrwa ale jak widzę sytuacja jest rozwojowa. Aż strach się bać ale tak to uzależnia.

Jeszcze nie pisałam o jedzeniu a więc zaczynam. Już niejednokrotnie pisałam, jestem łasuchem a w Chabaziewie daleko do sklepu a poza tym nie zawsze chce się jechać. Więc wówczas w ruch idą przepisy i najchętniej te które czymś mnie zaciekawiły. Tym razem były to racuchy z serem ( ze strony aniagotuje.pl )

Zaczyn
-  30 gramów świeżych drożdży
-  łyżka cukru
-  łyżka mąki
- 2 łyżki ciepłej wody
mieszamy i odstawiamy na ok 15 min aby zaczęły buzować.
Ciasto
- zaczyn
- 15 dkg męki pszennej ( niepełna szklanka )
- 3 średnie jajka
- 15 dkg zwykłego sera ( niepełna szklanka )
- 1/4 kostki miękkiego masła
- 2 łyżki cukru

Wszystkie składniki mieszamy ( ser kruszymy ) i odstawiamy na ok 15 min w ciepłe miejsce. Smażymy placuszki na patelni bez tłuszczu.

Wspaniale smakują same albo z konfiturą np malinową.

A poza tym jest wspaniale i nie tylko ja tak czuję ale po Niuńku też widać luz i szczęście:







    niedziela, 18 czerwca 2017

    Tuti - fruti

    Nadszedł czas na rozpoczęcie wykorzystywania tego co sezonowe.
    A na tą chwilę pojawiły się truskawki, co prawda jeszcze troszkę za drogie na masowe przetwory ale do bieżącego użycia jak najbardziej.
    Kaszka manna z truskawkami. palce lizać albo nawet same truskawki ze śmietaną.
    A ja postanowiłam zabrać się za nalewkę, dawno takiej nie robiła. Będzie to ratafia tuti fruti. Taka co za każdym razem wychodzi inna. Właściwie przepisów można znaleźć mnóstwo zarówno w literaturze jak i internecie, ale ja osobiście wolę tak: do słoja wsypuję po kolei owoce w miarę dojrzewania. Ilość dowolna a większe owoce kroję na mniejsze części. Każdą porcję zasypuję 2 - łyżkami cukru i zalewam alkoholem, procenty do wyboru. Alkohol powinien za każdym razem przykryć owoce. Ja będę wrzucać kolejne owoce przez 2 - 3 miesiące. Na koniec można ewentualnie dosłodzić jeżeli zajdzie taka potrzeba smakowa. Planuję we wrześniu już mieć komplet i pozostawić na dojrzewanie. A po ok 2 miesiącach będzie filtrowanie.
    Na chwilę obecną wygląda ona tak:

    czyli, truskawki zasypane cukrem i alkoholem.

    Jak już mowa o przetworach, to na bieżące użycie ukisiłam kapustę ( 2,5 kg kapusty / 3 dkg soli ) i ogórki.

    A w weekend przybyli goście i to nie tylko do nas ale także Niuńka nawiedziła blondynka . I były tańce, hulanki, swawole i przymilania :


    a potem, o tak to wyglądało:




    A co w ogródku?
    Kwitnie naparstnica, w tym roku dość okazale. Posadziłam ją w roku ubiegłym i teraz się super rozkrzewiła. Rośnie sobie w półcienistym miejscu i wydaje się, że jest jej tutaj dobrze.



    poniedziałek, 5 czerwca 2017

    Spacerek w plenerek

    Najpierw kilka słów wyjaśnienia. Niestety nie udało mi się w ubiegłym tygodniu wysłać posta z dość banalnej przyczyny, ale dla mnie kluczowej. Sprawiłam sobie nową komórkę, wreszcie mogę nią robić fajne zdjęcia ( poprzednia była dość archaiczna). Napstrykałam ich trochę a tutaj pojawił się problem. Ta nowa komórka nie chciała zakumplować się z komputerem. I niestety, siedząc sobie cały tydzień w moim Chabaziewie byłam zdana tylko na siebie. A ja z elektroniką jak z chińszczyzną albo jeszcze gorzej.
    No i stało się jak się stało.

    Miała być tydzień temu będzie teraz, wycieczka po moich włościach, czyli co kwitnie i jak kwitnie. I super, że wreszcie oprócz chwastów, zielska i trawy zaczęły kwitnąć roślinki przeze mnie posadzone.


    Pięknie kwitnie łubin, który jest ulubionym moim kwiatem wczesno- letnim. Rozsiałam go wszędzie. Co roku jak przekwitnie i wyschną jego nasionka, zbieram je i sieję gdzie popadnie. Za płotem, przed płotem i w każdym możliwym zakątku ogrodu.

    Oczywiście nie mogło go zabraknąć we flakonie, bo przecież w domu też musi być łubinowo.

    Rumian również pięknie zakwitł w sąsiedztwie łubinu. Bo również nie wyobrażam sobie aby mogło go zabraknąć w wiejskim ogrodzie.

     No a po przeciwnej, mniej słonecznej części ogrodu zrobiło się niebiesko:

    Kwitną bławatki i miniaturowy bez a za chwilę rozwiną się kwiaty irysów, również w podobnej barwie. A pomiędzy nimi ciekawy świata wygląda krasnal. Bławaty również zawitały w moim ogrodzie w dużych ilościach. Te z kolei są bardzo żywotne i po prostu rozprzestrzeniają się w dość dużym tempie. Jak zauważyłam pięknie rosną i w pełnym słońcu i w półcienistej części ogrodu. Tak, że na jesień wyjdę z nimi za ogrodzenie. A w przyszłym roku będą również białe, to jest tegoroczne nasadzenie.

    Chyba po raz pierwszy nie mogę nadziwić się różanecznikom. Choć prawdę powiedziawszy do końca wiem czy to nie azalie, rododendrony czy właśnie różaneczniki. Ale jak zwał tak zwał.....

    Zakwitły obficie i na raz w różnych kolorach:

    i nawet małe egzemplarze:

    Mam ich kilkanaście sztuk i też w miejscu słonecznym i półcienistym i czują się dobrze w jednym i drugim. A w tym roku zaobserwowałam nawet, że doskonale sobie radzą po skoszeniu. Oczywiście nieopatrznie pozwoliłam mężowi skosić fragment ogrodu a rósł sobie tam taki niepozorny, niski różanecznik. No i stało się, został skoszony. Tym większe było moje zdziwienie, że po kilku dniach zaczął wypuszczać młode pędy. A to jest nowe odkrycie.
    Podczas tygodnia nieodłącznym towarzyszem był Niuniek:

    który bacznie obserwował każdy mój ruch. Ale do tej pory nie wiem czy to mnie pilnował, w celach w razie czego obronnych, czy raczej pilnował aby nie zostać sam.