Witam w Chabaziewie
niedziela, 27 sierpnia 2017
Grilowędzarnia z psiakami w tle
Koniec weekendu i święto. A mianowicie po czterech latach budowy mamy grillo-wędzarnię. Nic wcześniej nie wspominałam o tej budowli, bo po co się rozdrabniać. Czekałam cierpliwie na efekt, no i jest.
Cała ( no prawie cała ) została wybudowana przez mojego męża. Pomoc była tylko potrzebna przy zadaszeniu, ale i tak robił za pomocnika. Oto prawie skończone dzieło;.
To taka prawie kuchnia ogrodowa i jest przydłużeniem altany.
Nie mogło oczywiście zabraknąć olbrzymiego blatu na który zostaną jeszcze położone płytki. Ale nawet już wygląda ekstra.
I tak z perspektywy wejścia do altany. Muszę przyznać, że cały kompleks jest imponujący, zarówno wielkością jak i wyglądem. A na przyszły rok otoczenie odpowiednio zagospodaruję; kwiatuszki, bylinki i inne roślinki.
Oj będzie się działo tej jesieni, niech no tylko troszkę się ochłodzi. Wędzonki, szyneczki, serek, kiełbaski wszystko to będzie wędzone. Już nie mogę się doczekać.
A przede wszystkim wreszcie nastał porządek w altanie i jej otoczeniu, poprzednie wysiłki spełzły na niczym, bo co to za sprzątanie jak obok budowa trwa?
Tym wszystkim pracom porządkowym ze stoickim spokojem przyglądał się Niuniek a Kudi biegał za mną, taki wybrał sobie sposób na pomoc.
I tak minął tydzień od kiedy urzędujemy sobie w takiej komitywie:
Przyjaźń trwa w najlepsze.
Chyba smutno będzie jak Kudi wróci z wakacji, a wg ostatnich wieści nastąpić to może już w przyszły weekend.
A Kudi uzewnętrznia kolejne upodobania. Tym razem ogrodnicze;
Lubi kwiatki i to nie tylko wąchać ale i koniecznie należy je spróbować. Tak, że kilka niższych pędów zostało nadgryzione lub zjedzone.
Jest poza tym niesamowitym żarłokiem, polubił nawet marchewkę i jabłko, byle tylko w pyszczku nie było pusto, nie wspomnę o suchym chlebie i biszkopcikach. A jedzenie najlepsze jest Niuńka, chociaż jego jest prawie takie samo. No ale widać, że u psiaków również sprawdza się powiedzenie, że cudze jest lepsze.
sobota, 19 sierpnia 2017
Bonusowy wnuczek
Tak, przybył nowy członek rodziny i właśnie odbyła się jego prezentacja. Bo, że jest wiadomo było już wcześniej ale ubiegłego, pięknego weekendu nawiedził nas osobiście z wnuczkami.
Oto on:
właśnie sobie odpoczywa po porannych psotach. A jest to cavallier Kudi. Mierzy sobie niewiele, ma 6 miesięcy, psoci i wszystko co napotka na drodze to nieprzyjaciel i należy to zdematerializować czyli zjeść. Właśnie wczoraj zjadł swojemu dziadkowi ( mężowi ) kabel do komputera. Tak, że z rana pierwszą czynnością było jego naprawienie. Jak już wcześniej wspominałam, mąż to taka złota rączka więc potrafił. I tym razem szybciutko, bez nadmiernego ociągania czy też przypominania. I udało się.
Tak, że kryzys został zażegnany, wszystkie kable zabezpieczone.
A Kudi nic sobie z tego nie robi, dalej śpi tylko zmienił boczek,
bo przecież jak by nie było zużył trochę energii więc musi siły zregenerować do dalszych psot.
Z naszym Niuńkiem przyjaźń została zawiązana i tak sobie kontrastowo wyglądają; w pozycji leżącej
a tutaj w pozycji siedzącej.
Tak podsumowując te kontrasty; chyba głowa Niuńka jest większa niż cały Kudi.
Niuniek też jest bezkonkurencyjny, całkowicie zaakceptował Kudiego. Dzisiejszy poranek rozpoczął się od radosnego przywitania psiaków. A było to tak, że Kudi z prędkością światła wpadł w euforii na śpiącego Niuńka, Niuniek w pozycji leżącej pomachał ogonem i z tej radości przygniótł Kudiego, bo zmienił swoją leżącą pozycje na bardziej boczną. Dobrze, że się temu przyglądałam , bo mogło się to dla Kudiego kiepsko skończyć. Na takie objawy radości muszę szczególnie uważać, bo Niuniek z delikatnością niewiele ma wspólnego 😍.
A takie pierwsze obserwacje, Kudi będzie bardzo mądrym psiakiem, jak tylko dopadnie jakąś kartkę to od razu próbuję ją pożreć, taki zachłanny na wiedzę.....
A teraz wnuczki pojechały kontynuować wakacyjne wojaże a wnuczek został u babci. I tak sobie pobędziemy ok 3 tygodnie.
Teraz już wiadomo, dlaczego nic nie udało mi się spłodzić przez dwa tygodnie, po prostu oswajałam sytuację. W tym moim spokojnym świecie nagle znów pojawiły się kochane wnuczki, wnuczek😉, Beatka no i Michał był częstszym gościem. A ponieważ są to dość rzadkie sytuacje takiego skumulowanego szczęścia więc radowałam się, radowałam się .......................
Oto on:
właśnie sobie odpoczywa po porannych psotach. A jest to cavallier Kudi. Mierzy sobie niewiele, ma 6 miesięcy, psoci i wszystko co napotka na drodze to nieprzyjaciel i należy to zdematerializować czyli zjeść. Właśnie wczoraj zjadł swojemu dziadkowi ( mężowi ) kabel do komputera. Tak, że z rana pierwszą czynnością było jego naprawienie. Jak już wcześniej wspominałam, mąż to taka złota rączka więc potrafił. I tym razem szybciutko, bez nadmiernego ociągania czy też przypominania. I udało się.
Tak, że kryzys został zażegnany, wszystkie kable zabezpieczone.
A Kudi nic sobie z tego nie robi, dalej śpi tylko zmienił boczek,
bo przecież jak by nie było zużył trochę energii więc musi siły zregenerować do dalszych psot.
Z naszym Niuńkiem przyjaźń została zawiązana i tak sobie kontrastowo wyglądają; w pozycji leżącej
a tutaj w pozycji siedzącej.
Tak podsumowując te kontrasty; chyba głowa Niuńka jest większa niż cały Kudi.
Niuniek też jest bezkonkurencyjny, całkowicie zaakceptował Kudiego. Dzisiejszy poranek rozpoczął się od radosnego przywitania psiaków. A było to tak, że Kudi z prędkością światła wpadł w euforii na śpiącego Niuńka, Niuniek w pozycji leżącej pomachał ogonem i z tej radości przygniótł Kudiego, bo zmienił swoją leżącą pozycje na bardziej boczną. Dobrze, że się temu przyglądałam , bo mogło się to dla Kudiego kiepsko skończyć. Na takie objawy radości muszę szczególnie uważać, bo Niuniek z delikatnością niewiele ma wspólnego 😍.
A takie pierwsze obserwacje, Kudi będzie bardzo mądrym psiakiem, jak tylko dopadnie jakąś kartkę to od razu próbuję ją pożreć, taki zachłanny na wiedzę.....
A teraz wnuczki pojechały kontynuować wakacyjne wojaże a wnuczek został u babci. I tak sobie pobędziemy ok 3 tygodnie.
Teraz już wiadomo, dlaczego nic nie udało mi się spłodzić przez dwa tygodnie, po prostu oswajałam sytuację. W tym moim spokojnym świecie nagle znów pojawiły się kochane wnuczki, wnuczek😉, Beatka no i Michał był częstszym gościem. A ponieważ są to dość rzadkie sytuacje takiego skumulowanego szczęścia więc radowałam się, radowałam się .......................
niedziela, 6 sierpnia 2017
Disco i ogórki
A tak na początek, właśnie siostra mi podesłałą :
z komentarzem ; pamiętasz disco na poczcie? I wystarczyło... a było to dawno, dawno temu....
W latach 70 - tych XX w. właśnie w tym miejscu odbywały się wspaniałe dyskoteki a miało to miejsce w Rzeszowie. Oczywiście my, z całym towarzystwem tzw. paczką na nich imprezowałyśmy. A ten kawałek wpisuje się znakomicie w te czasy. Zresztą nie tylko kawałek ale ta moda, fryzury no i ta młodość taka beztroska. Tak, że łza w oku się zakręciła.....ach te czasy, dlaczego tak szybko minęły?.
Ale dość tego, przywołuję się do porządku, wracam na ziemię a dokładnie do Chabaziewa.
A jeszcze dokładniej do ogórków i to tych największych. Doskonale nadają się do słoiczków a ich nawa to ogórki w musztardzie. Robię je od lat i znikają w tempie turbo.
Ogórki obieramy, kroimy wzdłuż i usuwamy pestki.
Zalewa:
- 1 l wody,
- 250 ml octu,
- 30 dkg cukru,
- 2 łyżki soli
- kilka ziaren ziela angielskiego i liścia laurowego
Zagotowujemy zalewę, dodajemy ogórki i gotujemy ok 5 min.
Potem przekładamy do słoików i pasteryzujemy ok 10 min.
A poza tym upał, spiekota, suchota, deszczu nie widać a na termometrze przez większą część tygodnia około 35 st.C. Tak, że raczej niewiele się działo oprócz gorąca.
Ale w ten upał postanowiliśmy zrobić chociaż Niuńkowi frajdę.
Napełniona została balia wodą i odbyło się coroczne szorowanie psiaka. A potem ....harce, tarzania i różne figury:
i przejawy jego radości , szczęśliwości,
wdzięczności i ulgi.
niedziela, 30 lipca 2017
Sezon ogórkowy
Ale nie w tym potocznym znaczeniu, bo roboty co nie miara. Tym razem w ruch poszły właśnie ogórki i to na różne sposoby.
O tak można podsumować moje wyczyny:
a jest tutaj trzy rodzaje przetworów.
Najpierw został dokonany podział ogórków ze względu na wielkość. I w zależności od tej segregacji zostały odpowiednio zakwalifikowane do rodzaju przetworu.
Duży słój to oczywiście kiszone ogóreczki do bieżącego spożycia wg receptury na opakowaniu gotowej mieszanki ziół i przypraw. Wychodzą zawsze super.
Podobnie wysiliłam się z korniszonami, gotowy zestaw przypraw + woda tylko tym razem z octem i cukrem ( 1 l wody, 150 ml octu, 2,8 dkg soli, 15 dkg cukru. ) Do tego użyłam tych o najmniejszych gabarytach.
Nawet woda po ogórkach się nie marnuje; z kiszonych powstaje zupa ogórkowa a po korniszonach jest wyśmienita do zakwaszenia mięska / sosu.
A trzeci zestaw ( ogórki średnie ) to nowość; ogórki po kozacku, taki znalazłam przepis na; przepisy-aleksandry. blogspot
Zalewa:
- 4 szklanki wody
-1 szklanka octu
- niepełna szklanka cukru
- 3 niepełne łyżki soli, kamiennej niejodowanej
- 5 łyżek musztardy
Składniki na jeden słoik
- niepełna łyżeczka gorczycy
- 3 ziarenka ziela angielskiego
- 3 ząbki czosnku, przecięte na pół, obranego
- baldachy kopru (lepsze są suchsze)
- kilka plasterków obranej marchewki
- ogórków, tyle ile wejdzie , całe lub pokrojone
Zagotować zalewę, do słoiczków powkładać wszystkie składniki, zalać zalewą. Pasteryzować ok 5 -10 min.
No i pora na ogórki największe, które wykorzystałam do mizerii.
Zalewa
- 1 szklanka octu
- 1 szklanka wody
- 5 łyżek cukru
- 1 łyżeczka pieprzu
- 3 łyżki soli
Obrane ogórki poszatkować ( ok 5 kg ). Zagotować zalewę. Zalać ogórki i pozostawić na 4-5 godz, od czasu do czasu mieszając. Po tym czasie przełożyć do słoików i pasteryzować ok 5 - 10 min.
A co w trawie piszczy?
Lato w pełni i wszystko pięknie kwitnie.
a część już zdążyła nawet przekwitnąć, jak powojnik. Malwy jeszcze ładnie się prezentują ale już niedługo, prawdopodobnie zeżre je rdza z którą walczę bezskutecznie od kilku lat. Ale puki co cieszę się pięknymi widokami.
Lawendę też zdążyłam już poprzycinać i kwiaty suszą się w flakonach ;
aby w końcu wylądować w woreczkach zapachowych i przypominać o letnich dniach.
Niuniek również nie narzeka na sielskie klimaty i z chęcią wyleguje się na trawce i wygrzewa kosteczki;
Tak, że wszyscy mają swoje zajęcie zgodne z wypracowanym statusem w rodzinie.
O tak można podsumować moje wyczyny:
a jest tutaj trzy rodzaje przetworów.
Najpierw został dokonany podział ogórków ze względu na wielkość. I w zależności od tej segregacji zostały odpowiednio zakwalifikowane do rodzaju przetworu.
Duży słój to oczywiście kiszone ogóreczki do bieżącego spożycia wg receptury na opakowaniu gotowej mieszanki ziół i przypraw. Wychodzą zawsze super.
Podobnie wysiliłam się z korniszonami, gotowy zestaw przypraw + woda tylko tym razem z octem i cukrem ( 1 l wody, 150 ml octu, 2,8 dkg soli, 15 dkg cukru. ) Do tego użyłam tych o najmniejszych gabarytach.
Nawet woda po ogórkach się nie marnuje; z kiszonych powstaje zupa ogórkowa a po korniszonach jest wyśmienita do zakwaszenia mięska / sosu.
A trzeci zestaw ( ogórki średnie ) to nowość; ogórki po kozacku, taki znalazłam przepis na; przepisy-aleksandry. blogspot
Zalewa:
- 4 szklanki wody
-1 szklanka octu
- niepełna szklanka cukru
- 3 niepełne łyżki soli, kamiennej niejodowanej
- 5 łyżek musztardy
Składniki na jeden słoik
- niepełna łyżeczka gorczycy
- 3 ziarenka ziela angielskiego
- 3 ząbki czosnku, przecięte na pół, obranego
- baldachy kopru (lepsze są suchsze)
- kilka plasterków obranej marchewki
- ogórków, tyle ile wejdzie , całe lub pokrojone
Zagotować zalewę, do słoiczków powkładać wszystkie składniki, zalać zalewą. Pasteryzować ok 5 -10 min.
No i pora na ogórki największe, które wykorzystałam do mizerii.
Zalewa
- 1 szklanka octu
- 1 szklanka wody
- 5 łyżek cukru
- 1 łyżeczka pieprzu
- 3 łyżki soli
Obrane ogórki poszatkować ( ok 5 kg ). Zagotować zalewę. Zalać ogórki i pozostawić na 4-5 godz, od czasu do czasu mieszając. Po tym czasie przełożyć do słoików i pasteryzować ok 5 - 10 min.
A co w trawie piszczy?
Lato w pełni i wszystko pięknie kwitnie.
a część już zdążyła nawet przekwitnąć, jak powojnik. Malwy jeszcze ładnie się prezentują ale już niedługo, prawdopodobnie zeżre je rdza z którą walczę bezskutecznie od kilku lat. Ale puki co cieszę się pięknymi widokami.
Lawendę też zdążyłam już poprzycinać i kwiaty suszą się w flakonach ;
aby w końcu wylądować w woreczkach zapachowych i przypominać o letnich dniach.
Niuniek również nie narzeka na sielskie klimaty i z chęcią wyleguje się na trawce i wygrzewa kosteczki;
Tak, że wszyscy mają swoje zajęcie zgodne z wypracowanym statusem w rodzinie.
niedziela, 23 lipca 2017
Róże pnące i pachnące
Pomyślałam sobie, że trochę się pochwalę moimi różami. Teraz akurat przypada ich najpiękniejsze kwitnienie, więc szkoda by było aby nie pozostał po nich żaden pisany i wizualny ślad.
Te róże dostałam po sąsiedzku a rosły one przy starym, drewnianym, pustym domku. Stąd moje domniemanie, że są to stare odmiany. Różowa przepięknie pachnie a czerwona ma niesamowite kwiaty. Płatki lekko się odwijają do spodu i są pokryte jakby delikatną skórzaną powłoką. Takich nigdzie wcześniej nie widziałam. Dotykając je ma się wrażenie, że ma się kontakt z jakimś miłym, mechatkiem.
Ta różyczka o drobnych, zebranych w małe bukieciki kwiatuszkach rośnie przy pergoli. I jeszcze w roku ubiegłym była na niej upięta. Na wiosnę wyglądała fatalnie, tak jakby przemarzła albo się zestarzała. A dobrych kilka lat już ma. Bardzo długo nie brała się do życia, pędy miała suche, więc mocno ją przycięłam. Właściwie została tylko jedna gałązka. A ona tak pięknie już zdążyła się rozrosnąć. Dobrze, że nie zadziałałam bardziej zdecydowanie.
To fakt, jak widać, przeważają kolory różowe i czerwone w moim ogrodzie. Są zdecydowanie najbardziej popularne i nie dziwota. To one wprowadzają do każdego ogrodu mocne akcenty i stwarzają niekiedy tło dla innych kolorów i powodują, że są bardziej widoczne. Tak jak tutaj żółta róża ślicznie komponuje się na tle czerwieni i jest jakby bardziej widoczna.
Na koniec zostawiłam same rarytasy. Ta różowa z żółtym środkiem.
Biała dla mnie jest bardzo ważna, ponieważ jest ona w zdecydowanej mniejszości.
No i dwukolorowa; różowo - żółta mi się trafiła i co roku zachwycam się jej niesamowitymi kwiatami.
Właściwie trudno jest mi powiedzieć jakie stanowisko preferują róże. Ponoć są to kwiaty pełnego słońca, ale u mnie rosną one i w pełnym słońcu i w półcieniu i w zasadzie nie widzę aby któreś z tych stanowisk było preferowane. Nie próbowałam sadzić ich tylko w cieniu bo podejrzewam, że by im to zdecydowanie nie odpowiadało,
Poza tym zauważyłam, że nie należy się śpieszyć z ich wiosennym usuwaniem. W zimie lubią przemarznąć ale od korzeni prawie zawsze wybijają. Tak, że należy uzbroić się w cierpliwość.
Lubią je mszyce i mączniak i na wszelki wypadek zawsze zanim się pojawią pierwsze oznaki pryskam preparatem na mączniaka. A w przypadku mszyc stosuję roztwór czosnku a w tym roku przetestowałam mieszankę wody z Ludwikiem i octem. ( Opakowanie po płynie do mycia okien wody do tego po 2 łyżki Ludwika i octu ) I działa ale należy sprawdzać i dość często powtarzać psikanie, ale za to to sama ekologia.
Te róże dostałam po sąsiedzku a rosły one przy starym, drewnianym, pustym domku. Stąd moje domniemanie, że są to stare odmiany. Różowa przepięknie pachnie a czerwona ma niesamowite kwiaty. Płatki lekko się odwijają do spodu i są pokryte jakby delikatną skórzaną powłoką. Takich nigdzie wcześniej nie widziałam. Dotykając je ma się wrażenie, że ma się kontakt z jakimś miłym, mechatkiem.
Ta różyczka o drobnych, zebranych w małe bukieciki kwiatuszkach rośnie przy pergoli. I jeszcze w roku ubiegłym była na niej upięta. Na wiosnę wyglądała fatalnie, tak jakby przemarzła albo się zestarzała. A dobrych kilka lat już ma. Bardzo długo nie brała się do życia, pędy miała suche, więc mocno ją przycięłam. Właściwie została tylko jedna gałązka. A ona tak pięknie już zdążyła się rozrosnąć. Dobrze, że nie zadziałałam bardziej zdecydowanie.
To fakt, jak widać, przeważają kolory różowe i czerwone w moim ogrodzie. Są zdecydowanie najbardziej popularne i nie dziwota. To one wprowadzają do każdego ogrodu mocne akcenty i stwarzają niekiedy tło dla innych kolorów i powodują, że są bardziej widoczne. Tak jak tutaj żółta róża ślicznie komponuje się na tle czerwieni i jest jakby bardziej widoczna.
Na koniec zostawiłam same rarytasy. Ta różowa z żółtym środkiem.
Biała dla mnie jest bardzo ważna, ponieważ jest ona w zdecydowanej mniejszości.
No i dwukolorowa; różowo - żółta mi się trafiła i co roku zachwycam się jej niesamowitymi kwiatami.
Właściwie trudno jest mi powiedzieć jakie stanowisko preferują róże. Ponoć są to kwiaty pełnego słońca, ale u mnie rosną one i w pełnym słońcu i w półcieniu i w zasadzie nie widzę aby któreś z tych stanowisk było preferowane. Nie próbowałam sadzić ich tylko w cieniu bo podejrzewam, że by im to zdecydowanie nie odpowiadało,
Poza tym zauważyłam, że nie należy się śpieszyć z ich wiosennym usuwaniem. W zimie lubią przemarznąć ale od korzeni prawie zawsze wybijają. Tak, że należy uzbroić się w cierpliwość.
Lubią je mszyce i mączniak i na wszelki wypadek zawsze zanim się pojawią pierwsze oznaki pryskam preparatem na mączniaka. A w przypadku mszyc stosuję roztwór czosnku a w tym roku przetestowałam mieszankę wody z Ludwikiem i octem. ( Opakowanie po płynie do mycia okien wody do tego po 2 łyżki Ludwika i octu ) I działa ale należy sprawdzać i dość często powtarzać psikanie, ale za to to sama ekologia.
niedziela, 16 lipca 2017
Różności
Tak sobie powoli upłynął tydzień. Raz słoneczko, raz deszcz a jeszcze kiedy indziej burza. A ja w zależności od pogody albo wśród kwiatków w ogrodzie albo na piętrze w moim centrum, jak ja to mówię, dowodzenia.
Co słychać w ogrodzie? Pełnia lata i paleta wszystkich barw, pnie się groszek pachnący, kwitnie nagietek, surfinia, pelargonie;
taki artystyczny nieład.
I z innej strony;
na pierwszym planie kwietnik - rower ( moja zdobycz ze złomowiska ) a dalej autorska dekoracja starej stodoły, odmalowane okno i stare drzwi z zamontowaną półką na kwiaty.
Teraz pora na podsumowanie mojego eksperymentu. No i niestety szczepiene róży: http://kocham-wies.blogspot.com/2017/06/moje-eksperymenty.html,
nie powiodło się. Tak to jest z eksperymentami, dzielą się na udane i nieudane i tutaj jest ten drugi przypadek. Ciekawe jak autorowi tego pomysłu to się udało????
A to moja doniczkowa hodowla ziemniaków: 😏
A jak pogoda nie dopisała, udało mi się skończyć moje najnowsze dzieło dziergane;
tak, to jest parasol. I ten parasol tak mnie zachwycił, że robię kolejny i już myślę o następnym. Oświadczam wszem i wobec, że coś mnie opętało na punkcie parasolek. Nie wiem jak długo to potrwa ale jak widzę sytuacja jest rozwojowa. Aż strach się bać ale tak to uzależnia.
Jeszcze nie pisałam o jedzeniu a więc zaczynam. Już niejednokrotnie pisałam, jestem łasuchem a w Chabaziewie daleko do sklepu a poza tym nie zawsze chce się jechać. Więc wówczas w ruch idą przepisy i najchętniej te które czymś mnie zaciekawiły. Tym razem były to racuchy z serem ( ze strony aniagotuje.pl )
Zaczyn
- 30 gramów świeżych drożdży
- łyżka cukru
- łyżka mąki
- 2 łyżki ciepłej wody
mieszamy i odstawiamy na ok 15 min aby zaczęły buzować.
Ciasto
- zaczyn
- 15 dkg męki pszennej ( niepełna szklanka )
- 3 średnie jajka
- 15 dkg zwykłego sera ( niepełna szklanka )
- 1/4 kostki miękkiego masła
- 2 łyżki cukru
Wszystkie składniki mieszamy ( ser kruszymy ) i odstawiamy na ok 15 min w ciepłe miejsce. Smażymy placuszki na patelni bez tłuszczu.
Wspaniale smakują same albo z konfiturą np malinową.
A poza tym jest wspaniale i nie tylko ja tak czuję ale po Niuńku też widać luz i szczęście:
Co słychać w ogrodzie? Pełnia lata i paleta wszystkich barw, pnie się groszek pachnący, kwitnie nagietek, surfinia, pelargonie;
taki artystyczny nieład.
I z innej strony;
na pierwszym planie kwietnik - rower ( moja zdobycz ze złomowiska ) a dalej autorska dekoracja starej stodoły, odmalowane okno i stare drzwi z zamontowaną półką na kwiaty.
Teraz pora na podsumowanie mojego eksperymentu. No i niestety szczepiene róży: http://kocham-wies.blogspot.com/2017/06/moje-eksperymenty.html,
nie powiodło się. Tak to jest z eksperymentami, dzielą się na udane i nieudane i tutaj jest ten drugi przypadek. Ciekawe jak autorowi tego pomysłu to się udało????
A to moja doniczkowa hodowla ziemniaków: 😏
A jak pogoda nie dopisała, udało mi się skończyć moje najnowsze dzieło dziergane;
tak, to jest parasol. I ten parasol tak mnie zachwycił, że robię kolejny i już myślę o następnym. Oświadczam wszem i wobec, że coś mnie opętało na punkcie parasolek. Nie wiem jak długo to potrwa ale jak widzę sytuacja jest rozwojowa. Aż strach się bać ale tak to uzależnia.
Jeszcze nie pisałam o jedzeniu a więc zaczynam. Już niejednokrotnie pisałam, jestem łasuchem a w Chabaziewie daleko do sklepu a poza tym nie zawsze chce się jechać. Więc wówczas w ruch idą przepisy i najchętniej te które czymś mnie zaciekawiły. Tym razem były to racuchy z serem ( ze strony aniagotuje.pl )
Zaczyn
- 30 gramów świeżych drożdży
- łyżka cukru
- łyżka mąki
- 2 łyżki ciepłej wody
mieszamy i odstawiamy na ok 15 min aby zaczęły buzować.
Ciasto
- zaczyn
- 15 dkg męki pszennej ( niepełna szklanka )
- 3 średnie jajka
- 15 dkg zwykłego sera ( niepełna szklanka )
- 1/4 kostki miękkiego masła
- 2 łyżki cukru
Wszystkie składniki mieszamy ( ser kruszymy ) i odstawiamy na ok 15 min w ciepłe miejsce. Smażymy placuszki na patelni bez tłuszczu.
Wspaniale smakują same albo z konfiturą np malinową.
A poza tym jest wspaniale i nie tylko ja tak czuję ale po Niuńku też widać luz i szczęście:
poniedziałek, 10 lipca 2017
Miętowo
Tym razem postanowiłam zabrać się za miętę. A ponieważ jest ci u mnie tego ziela pod dostatkiem więc problemu nie ma a na dodatek jeszcze nie było u mnie aż tak miętowo.
Moje miętowisko jest dość nietypowe:
rośnie sobie na dziko w towarzystwie kwiatów albo też odwrotnie, kwiaty w jej towarzystwie. Widać, że nie wchodzą sobie w drogę bo pięknie kwitną i z roku na rok rozrastają się i jest ich coraz więcej.
W innym miejscu posadziłam jeszcze miętę czekoladową również w towarzystwie kwiatów ( groszek pachnący i macierzanka );
ma smak lekko czekoladowy a ta kombinacja wyjątkowo mnie zachwyca np pastylki miętowe w czekoladzie czy lody miętowe z drobinkami czekolady.
Powszechnie wiadomo, że w medycynie ludowej mięta była stosowana w bólach żołądka, zaburzeniach trawienia a także w kolkach jelitowych. Wiele się nie zmieniło i obecnie ze względu na właściwości rozkurczowe jest również stosowana przy tego typu dolegliwościach.
Co roku suszę miętę i już nie raz udało mi się poratować potrzebujących, a jak wiadomo na wsi wszystko się przydać może i nie wiadomo kiedy, komu i na co.
Tym razem postanowiłam wzbogacić swoją ofertę miętową a mianowicie robię syrop miętowy.
Potrzeba ;
- 1l wody,
- 25 dkg cukru,
to zagotowujemy i do wrzątku wrzucamy
- ok 15 łodyg mięty, u mnie tyle:
więcej na pewno nie zaszkodzi.
Po ok 24 godz.przecedzamy, dodajemy sok z 1 cytryny, zagotowujemy i wrzące wlewamy do butelek. Zakręcamy i nie pasteryzujemy.
Syrop wyśmienicie smakuje dodany do napojów chłodzących, lodów jak kto lubi, herbatki itp.
W podobny sposób wykorzystam miętę do likieru miętowego.
Czyli robię syrop:
tylko wg innych proporcji; 60 dkg cukru i 1/2 l wody dodaję miętę i czekam do dnia następnego. Dodaję sok z 1 cytryny i jeszcze raz podgrzewam. Przecedzam i do jeszcze ciepłego syropu wlewam spirytus i przelewam do butelek.
A to efekt końcowy :
Mała buteleczka to syrop a duże to likiery do których dodała jeszcze po gałązce mięty czekoladowej dla wzmocnienia efektu. Teraz pora na dojrzewanie, ale raczej nie za długie.
I jeszcze z ostatniej chwili. Będąc po mleka na ser miałam okazję skosztować kompotu z dodatkiem mięty. Bardzo fajny, orzeźwiający i na pewno też będę tak robić.
Moje miętowisko jest dość nietypowe:
rośnie sobie na dziko w towarzystwie kwiatów albo też odwrotnie, kwiaty w jej towarzystwie. Widać, że nie wchodzą sobie w drogę bo pięknie kwitną i z roku na rok rozrastają się i jest ich coraz więcej.
W innym miejscu posadziłam jeszcze miętę czekoladową również w towarzystwie kwiatów ( groszek pachnący i macierzanka );
ma smak lekko czekoladowy a ta kombinacja wyjątkowo mnie zachwyca np pastylki miętowe w czekoladzie czy lody miętowe z drobinkami czekolady.
Powszechnie wiadomo, że w medycynie ludowej mięta była stosowana w bólach żołądka, zaburzeniach trawienia a także w kolkach jelitowych. Wiele się nie zmieniło i obecnie ze względu na właściwości rozkurczowe jest również stosowana przy tego typu dolegliwościach.
Co roku suszę miętę i już nie raz udało mi się poratować potrzebujących, a jak wiadomo na wsi wszystko się przydać może i nie wiadomo kiedy, komu i na co.
Tym razem postanowiłam wzbogacić swoją ofertę miętową a mianowicie robię syrop miętowy.
Potrzeba ;
- 1l wody,
- 25 dkg cukru,
to zagotowujemy i do wrzątku wrzucamy
- ok 15 łodyg mięty, u mnie tyle:
więcej na pewno nie zaszkodzi.
Po ok 24 godz.przecedzamy, dodajemy sok z 1 cytryny, zagotowujemy i wrzące wlewamy do butelek. Zakręcamy i nie pasteryzujemy.
Syrop wyśmienicie smakuje dodany do napojów chłodzących, lodów jak kto lubi, herbatki itp.
W podobny sposób wykorzystam miętę do likieru miętowego.
Czyli robię syrop:
tylko wg innych proporcji; 60 dkg cukru i 1/2 l wody dodaję miętę i czekam do dnia następnego. Dodaję sok z 1 cytryny i jeszcze raz podgrzewam. Przecedzam i do jeszcze ciepłego syropu wlewam spirytus i przelewam do butelek.
A to efekt końcowy :
Mała buteleczka to syrop a duże to likiery do których dodała jeszcze po gałązce mięty czekoladowej dla wzmocnienia efektu. Teraz pora na dojrzewanie, ale raczej nie za długie.
I jeszcze z ostatniej chwili. Będąc po mleka na ser miałam okazję skosztować kompotu z dodatkiem mięty. Bardzo fajny, orzeźwiający i na pewno też będę tak robić.
W medycynie ludowej liście mięty pieprzowej oraz olejek miętowy
stosowało się w bólach żołądka, zaburzeniach trawienia, jak nudności,
niestrawność, a także w kolkach jelitowych. Obecnie liście mięty
pieprzowej w postaci herbaty, nalewki, olejku i wyciągu są stosowane w
dolegliwościach, takich jak skurcze górnego odcinka przewodu pokarmowego
i dróg żółciowych, gdyż wykazują działanie rozkurczowe i obniżają
napięcie mięśni gładkich.
http://www.poradnikzdrowie.pl/zdrowie/medycyna-niekonwencjonalna/mieta-pieprzowa-zastosowanie-i-dzialanie-miety-pieprzowej_39832.html
http://www.poradnikzdrowie.pl/zdrowie/medycyna-niekonwencjonalna/mieta-pieprzowa-zastosowanie-i-dzialanie-miety-pieprzowej_39832.html
W medycynie ludowej liście mięty pieprzowej oraz olejek miętowy
stosowało się w bólach żołądka, zaburzeniach trawienia, jak nudności,
niestrawność, a także w kolkach jelitowych. Obecnie liście mięty
pieprzowej w postaci herbaty, nalewki, olejku i wyciągu są stosowane w
dolegliwościach, takich jak skurcze górnego odcinka przewodu pokarmowego
i dróg żółciowych, gdyż wykazują działanie rozkurczowe i obniżają
napięcie mięśni gładkich.
http://www.poradnikzdrowie.pl/zdrowie/medycyna-niekonwencjonalna/mieta-pieprzowa-zastosowanie-i-dzialanie-miety-pieprzowej_39832.html
http://www.poradnikzdrowie.pl/zdrowie/medycyna-niekonwencjonalna/mieta-pieprzowa-zastosowanie-i-dzialanie-miety-pieprzowej_39832.html
W medycynie ludowej liście mięty pieprzowej oraz olejek miętowy
stosowało się w bólach żołądka, zaburzeniach trawienia, jak nudności,
niestrawność, a także w kolkach jelitowych. Obecnie liście mięty
pieprzowej w postaci herbaty, nalewki, olejku i wyciągu są stosowane w
dolegliwościach, takich jak skurcze górnego odcinka przewodu pokarmowego
i dróg żółciowych, gdyż wykazują działanie rozkurczowe i obniżają
napięcie mięśni gładkich.
http://www.poradnikzdrowie.pl/zdrowie/medycyna-niekonwencjonalna/mieta-pieprzowa-zastosowanie-i-dzialanie-miety-pieprzowej_39832.html
http://www.poradnikzdrowie.pl/zdrowie/medycyna-niekonwencjonalna/mieta-pieprzowa-zastosowanie-i-dzialanie-miety-pieprzowej_39832.html
Subskrybuj:
Posty (Atom)





































